
Przychodzi taki moment, że coś robimy ostatni raz. Ostatni raz przychodzimy do szkoły, ostatni raz gramy w piłkę, ostatni raz jemy ulubione danie na wakacjach w Hiszpanii, ostatni raz wydajemy oddech…
Codzienność mija sobie powoli. Dzień po dniu, kropelka po kropelce. Wykonujemy zaplanowane lub spontaniczne zadania. Pchamy swoje wózeczki. Z czasem przychodzą momenty refleksji. Zamyślenia i zadumania.
Pewnego dnia wychodzimy na miasto i przestajemy je poznawać. Wygląda niby tak samo, ale jednak delikatnie inaczej. Miasto żyje i zmienia się. Właśnie wtedy uświadamiamy sobie, że nasz obraz miasta widzieliśmy ostatni raz.
Nostalgia za utraconym
Nowy budynek w miejscu dawnego zielonego placu, zamknięty pub z naszymi wspomnieniami, zurbanizowane ścieżki, które nie są już naszymi ścieżkami. Wszystkie te dowody uświadamiają nam, że coś było i się zmieniło.
Podchodziłem do zmian w dwojaki sposób. Czasem byłem smutny i pełen obaw. Innym razem odbierałem zmianę jako coś ciekawego i nowego. Miałem w parku ulubioną ławkę, na której zawsze siadałem podczas porannych spacerów. Któregoś dnia ta ławka zniknęła i do tej pory nie ma tam nic. Było mi smutno, bo nie miałem już ulubionego miejsca. Z drugiej strony byłem też ciekawy co się z nią stało. Do tej pory pamiętam chwile spędzone na ławce, bo były dla mnie w jakiś sposób ważne.
Od naszego postrzegania zmian zależy jak będziemy dalej iść przez życie. Można się zamartwiać lub złościć na siebie i tracić czas albo przyjąć nowość taką, jaka jest. Świat i tak będzie kręcił się dalej - czy tego chcemy, czy nie.
Moja metoda na ‘ostatni raz’
Długo dochodziłem do odkrycia pewnego podejścia. Na początku może wydawać się dziwne. Natomiast myślę, że życie moją metodą smakuje mi lepiej.
Metoda jest prosta: staram się robić wszystkie rzeczy w skupieniu na nich. Teraz modnie mówi się być tu i teraz. Właśnie o to chodzi. Potrafić skupić się na tej jednej czynności w jednej chwili. Obserwuję piękno Parku Wschodniego o poranku, jeżdżę na łyżwach, jem lody z Przełam Lody czy piszę blog-posta. Wtedy wtapiam się i zanurzam w daną czynność. Jestem np. obserwatorem, który małymi krokami przemierza park z czujnością wychwytując dźwięki, zapachy, ruch, temperaturę, podmuchy wiatru. Czasem zdaje mi się, że to ja jestem tym parkiem czy lodowiskiem.
Skupienie na teraźniejszości pozwala czerpać garściami z tej chwili. Dosłownie karmić się nią. Aktywnie i głęboko.
A kiedy nie można już ich powtórzyć, to zawsze zostanie jakiś ślad w pamięci. No i powstanie coś nowego, czyli nowe wtapianie i zanurzanie - w coś innego :)
Takim sposobem ostatni zagrany meczyk w piłkę czy ostatnia kolacja w Maladze na zawsze pozostaną we mnie. I oczywiście ławka z parku też.