Polscy siatkarze zdobyli Mistrzostwo Świata w 2014 roku. Jako Gospodarz turnieju niesieni dopingiem naszej wspaniałej publiczności dokonali arcytrudnej rzeczy i pokonali w finale Brazylię. Po mistrzostwach niektórzy siatkarze, jak Paweł Zagumny czy Michał Winiarski zakończyli kariery reprezentacyjne. Zeszli ze sceny niepokonani.

Na naszych mistrzach, po wygranej w Spodku, ciążyła większa presja kolejnych zwycięstw. Związane jest to z naturalnymi oczekiwaniami od Mistrzów Świata.
Paradoksalnie od zwycięzców oczekuje się jeszcze lepszych wyników, niż te które osiągnęli! Mawia się: „zwycięstwo zoobowiązuje”. Każdy z rywali dodatkowo mobilizuje się przed konfrontacją z Mistrzami. Każdy porównuje się ze zwycięzcami i czerpie z nich wzorce.
Podnoszenie poprzeczki powoduje dodatkowy stres. Stres z kolei może działać destrukcyjnie. Zajmuje czas, który moglibyśmy spożytkować na coś pożytecznego. Zamiast skupić się na działaniu, zaczynamy myśleć o tym, co będzie, jeśli nie wygramy po raz kolejny.
Nasuwa się wiec pytanie „Jak zwyciężać?” Jeżeli nie jesteśmy seryjnymi zwycięzcami, tj. prawdopodobieństwo kolejnych zwycięstw nie jest miażdżące (np. u norweskich narciarzy jest), to powinniśmy zaakceptować, że wygrać może nasz przeciwnik. Nie świadczy to o naszym pogodzeniu się ze słabszą dyspozycją, a raczej o zrozumieniu, że nic nie trwa wiecznie. Zmiana jest czymś naturalnym. Dołożymy z pewnością wszelkich starań, by odnieść kolejne zwycięstwo, lecz przy okazji taki zabieg ujmie trochę ciążącej na nas presji.
Kolejną możliwością jest w ogóle nie walczyć. Wybrać sobie “blue ocean” zamiast “red ocean”.

Obserwując to, zauważyłem podobny mechanizm u siebie. Staram się dystansować od swoich zwycięstw. Nawet bardziej niż od porażek. To pozwala mi podchodzić do kolejnych wyzwań jako czegoś naturalnego. Następnego kroku na mojej drodze życia. Staram się wykonać ten krok najlepiej jak potrafię, ale dzięki dystansowaniu się nie odbieram wyników osobiście. Staram się analizować wyniki po jakimś czasie, by emocje opadły i nie miały wpływu na analizę.
Po takiej lekturze można dość do wniosku, że jednorazowe zwycięstwo jest łatwe w porównaniu do zwycięstw wielokrotnych. Jedyną znaną mi drogą jest postawienie sobie celu bycia lepszym od siebie z dnia poprzedniego. Wtedy kolejne zwycięstwa są łatwiejsze bo jedyny rywal zawsze miał jeden dzień mniej na praktykę.